Home

Musieli wytrwać jeszcze parę godzin, zmęczeni, ranni, spragnieni. Leżeli w wąskim korytarzu pomiędzy piwnicami ostatniego budynku przy ul. Alberta I Króla Belgów. Tuż przy Ogrodzie Saskim. Ranni starali się powstrzymywać od jęków. Niemcy wiedzieli, że gdzieś tu są ale bali się wejść do budynku. Godziny wlokły się niemiłosiernie. Spragnieni ludzie wpadali w trans. Skołatane nerwy były naciągnięte do skraju możliwości. Wreszcie nadeszła decyzja „Po zmroku wychodzimy na zewnątrz i przebijamy się Ogrodem Saskim do Śródmieścia”. Wszyscy odetchnęli, „Amorek” podporucznik harcmistrz Andrzej Romocki i dowódca batalionu porucznik harcmistrz „Jerzy” Ryszard Białous dowodzili nadal.

Andrzej Romocki lipiec 1944

Porucznik harcmistrz VM Andrzej Romocki ps. „Morro”,”Amorek”

Zdawali sobie sprawę, że jest to misja samobójcza, ale woleli to od czekania na śmierć bez walki. Praktycznie każdy z nich był lżej lub ciężej ranny. Ale wierzyli, chcieli wierzyć, że się uda. Byli resztkami Harcerskiego Batalionu Armii Krajowej „Zośka” najlepszymi z najlepszych Warszawskiej konspiracji.

Nadszedł wieczór. Padł rozkaz. Osoba po osobie wychodzili przez piwniczne okienko. Mieli udawać oddział SS. Niemiecki panterki, uzbrojenie, hełmy i zrolowane biało-czerwone opaski miały w tym pomóc. W sumie i tak było to bez znaczenia, wiedzieli że na łaskę hitlerowców liczyć nie mogą. Uformowali się w rój, żołnierze znający niemiecki szli przodem, w środku dziewczęta i ciężej ranni. Nim dotarli do drzew do budynku, z którego dopiero co wyszli, podjechały ciężarówki z hitlerowcami, którzy ewidentnie chcieli sprawdzić kto ukrywa się jeszcze w budynku. Nie myśleli o tym. To już było za nimi, teraz trzeba iść do przodu. Kilkudziesięciu powstańców wyglądających jak oddział SS szło przez Ogród Saski. Idą: jeziorko, świątynia na górce, drzewa i ich szum, wydają się czymś absolutnie nierealnym po miesiącu walk na Woli, w gruzach Getta oraz Starówki. Ktoś upada potknąwszy się o drut odgradzający ścieżkę od trawnika. Przed upadkiem wspiera się wprost na przestrzelonej dłoni, ból musi być potworny, ale adrenalina wypływa im uszami tłumiąc każdy ból. Żołnierz powoli otrzepuje się i dołącza do grupy.

Staaaaać – okrzyk Niemca wbija ich w miejsce. Palce bezwiednie zaciskają się na rączkach automatów i głaszczą spusty pistoletów maszynowych, ręce wślizgują się do kieszeni lądują na okrągłych jajach granatów. -A Wy no skąd?- drze się Niemiec zaciągając strasznym akcentem południa Rzeszy. -Z pałacu Bruhla!- odpowiada mu Drogosław bezbłędnym niemieckim. – Ale tam są polskie świnie?!- upewnia się Niemiec, – No właśnie im pokazaliśmy gdzie ich miejsce! – śmieje się Drogosław. Każda minuta tej rozmowy to siwy włos na skroniach każdego z nich. -Braawo- Niemiec śmieje się z Drogosławem. – Musimy iść!- mówi Polak i cały oddział powoli rusza. Andrzej „Amorek” pomimo okropnej rany na twarzy (pocisk przeszedł przez nasadę nosa i wyszedł policzkiem) krzyczy do żołnierzy po niemiecku -Drużyna! Ruchy ruchy idziemy!-, ktoś inny narzeka -Uważaj człowieku, oszalałeś czy co?! Za te role powinni przyznać im Oskary, grają rolę życia. Swojego życia.

Już są coraz bliżej Królewskiej i ruin giełdy. Nerwy puszczają. Teraz już biegną te ostatnie metry do polskich barykad. Odzywa się broń po polskiej i niemieckiej stronie. Serie biją nad i obok żołnierzy „Zośki”. Niestety co najmniej jedna osoba ginie w tej palbie. Nagle ponad huk wystrzałów wzbijają się okrzyki zmęczonych żołnierzy –

Odznaka Harcerskiego Batalionu Armii Krajowej "Zośka"

Odznaka Harcerskiego Batalionu Armii Krajowej „Zośka”

„NIE STRZELAĆ! TU STARÓWKA!!!! NIE STRZELAĆ TU POLACY BATALION „ZOŚKA”! NIE STRZELAĆ TU POLACY „RADOSŁAW” – polskie serie milkną. Czyjeś ręce pomagają im przejść przez barykadę i prowadzą do piwnic. Tam wreszcie mogą na siebie spojrzeć, brudni, odrapani, ranni….jedyni którym się udało przebić „górą” ze Starówki do Śródmieścia oni resztki Harcerskiego Batalionu Armii Krajowej „Zośka”.

Andrzej Romocki ich „Morro” ściąga hełm i mówi o tym czego dokonali, o Opatrzności i o tych co zostali na Woli i Starówce. Dopiero teraz czują jak bardzo są zmęczeni….

Minie dokładnie 14 dni od tego wydarzenia, kiedy żołnierskie szczęście opuści najzdolniejszego dowódcę kompanii powstania warszawskiego, jak mówił o nim dowódca całego zgrupowania pułkownik „Radosław” Mazurkiewicz. 15 września 1944 porucznik podharcmistrz Andrzej Romocki dowódca kompanii Rudy Harcerskiego Batalionu AK „Zośka” ginie od strzału w serce biegnąc z polską flagą ku desantującym się oddziałom Armii Berlinga. Jego brat podporucznik podharcmistrz Jan Romocki „Bonawentura” zginął wcześniej w powstańczym szpitalu 18 sierpnia 1944, ich ojciec na początku wojny potrącony przez niemiecki samochód, ich matka Jadwiga przeżyje ich wszystkich i żyć będzie do 1975 roku.

Warto obejrzeć i posłuchać

Piosenka Lao Che „Przebicie do Śródmieścia” http://www.youtube.com/watch?v=E9PnPjp6iSc

Film „Warszawska Niobe” o Jadwidze Romockiej http://www.youtube.com/watch?v=g4Ajy_iJhd0

Serial Kolumbowie fragment 5 odcinka pt. „Śmierć po raz drugi” http://www.youtube.com/watch?v=ZIcwzegWhA8

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s